fbpx

Rozmowa z Angelą

Angela B., a.k.a. @angiinka jest studentką wrocławskiego ASP, aspirującą ilustratorką. Nie lubi nazywać siebie artystką, a jest inspiracją dla co najmniej kilku tysięcy osób. Ta skromna, zabawna, niezwykle dojrzała i świadoma mimo młodego wieku dziewczyna opowiedziała mi w szczerej rozmowie o dzisiejszej młodzieży, walce z brakiem samoakceptacji i swoim podejściu do życia. – Nat Kontraktewicz

Świadomość, że ponad 10 tysięcy osób obserwuje Cię na instagramie motywuje Cię czy onieśmiela?

To nie jest według mnie dużo osób. Ale to miłe, że są ludzie, którzy podziwiają mnie i piszą do mnie. Krępuje mnie to i wydaje mi się dziwne, bo ja wobec siebie nie mam takich odczuć. Choć nie mam niskiej samooceny, to nie nazywam siebie artystką. Wydaje mi się to podejście neutralne, zdrowe. Internet to miejsce, w którym publikuję tylko to co chcę i wiem, że może to być odebrane lepiej niż rzeczywistość. Wiadomo, że instagram jest na pokaz, nie ma co się oszukiwać. Dostaję dużo komplementów w prywatnych wiadomościach i z ciekawości wchodzę na konta osób, które do mnie piszą. Z obcymi facetami w internecie nie wchodzę w interakcje, często moi obserwatorzy to dziewczyny przed dwudziestką, z kompleksami, które nie szukają piękna w sobie tylko w innych ludziach. Potrzebują, żeby ktoś obcy, powiedział im coś miłego. Czasami zdarza mi się mówić tym młodym dziewczynom, że są piękne. Bo są. To nic wielkiego, miła rzecz i czasem komuś podbije samoocenę. Jest to trochę zgubne, mam nadzieję, że po prostu kiedyś do tego dorosną. To też był mój problem, dorastałam z nim i nie mogę powiedzieć do końca, że mi przeszło. Młodym dziewczynom w Polsce często brakuje świadomości piękna, samoakceptacji. Nie wynoszą tego z domu, bo rodzice nie potrafią im tego okazywać. Social media nie pomagają, choć dzięki ruchom typu #girlempowerment to się zmienia.

Czym dla Ciebie jest kulura #selfie i #instalife?

To jest totalna obłuda, wszyscy jesteśmy tego świadomi i wciąż to robimy. Smuci mnie to. Wyłączam telefon lub internet, by odciąć się od tego i wrócić do prawdziwego życia. Chcę doświadczać tego, co mnie otacza i nic nie przegapić. Ja też miewałam takie momenty, jak byłam trochę młodsza, że pomalowałam się, zrobiłam sobie zdjęcie i nigdzie nawet nie wychodziłam. Po czasie pomyślałam sobie „Angela, co ty najlepszego robisz?” Postanowiłam sobie, że będę żyła tak, jak gdyby internet się skończył, wszystkie konta zostałyby usunięte, to ja nadal będę kimś dla siebie. Nic nie jest wieczne, a to, co nie jest materialne nie istnieje – teoretycznie.

Jak wygląda ciemna strona bycia popularną w internecie?

Chyba nigdy nie doświadczyłam typowego hejtu. Być może trochę ze strony mężczyzn, których zaczepki ignorowałam. Może mam wyjątkowe szczęście albo brakuje mi piątej klepki, aby to dostrzec, może też się nie przejmuję tym wszystkim. Zawsze liczyłam się tylko ze zdaniem osób, które mi imponują, są moim przyjaciółmi. Być może ten hejt się pojawia, ale ja nie dopuszczam tego do siebie. Nie pozwalam na to, by osoby, które mnie nie znają miały pływ na to co ja myślę o sobie. Nie muszę wszystkim się podobać. Bardziej by mnie ugniótł przykry komentarz z ust kogoś z mojego otoczenia.

Zauważyłaś różnicę w traktowaniu artystek i artystów w Polsce?

Tak, jak się uchodzi za atrakcyjną osobę, to ma się przewagę. To jest niesprawiedliwe. Nie muszę tego wykorzystywać, ale jestem świadoma. Przychodziły czasem do mnie na tatuaż osoby, które po prostu chciały mnie poznać, zobaczyć a nie dlatego, że interesuje ich to co robię. Nie przejmuję się tym jednak, bo są poważniejsze problemy. Środowisko artystyczne to ludzie świadomi, często bardzo empatyczni, wrażliwi, dlatego wydaje mi się, że nie zdarza się w takich miejscach gorsze traktowanie kogoś ze względu na płeć. Oczywiście trafiłam na osoby, które mnie poniżały, ale to wcale nie musiało być spowodowane tym, że jestem kobietą, a tym, jacy ci ludzie byli. Słyszałam czasami szowinistyczne komentarze, ale nie lubię na to pozwalać. Po prostu zwracam uwagę :„Ej stary, to nie było w porządku. Zabolało mnie to, następnym razem sobie daruj takie nieśmieszne żarciki.” i jeśli ktoś nie respektuje moich uczuć to staram się usunąć taką osobę ze swojego otoczenia dla świętego spokoju. Bardzo długo pracowałam nad samoakceptacją. Nie chcę się otaczać tym, co sprawia, że czuję się ze sobą gorzej. Może to brzmi nieskromnie, ale to mój sposób na pozbycie się kompleksów. Zajęło mi 23 lata by powiedzieć sobie „Angela, jesteś spoko taka jaka jesteś” i podoba mi się takie życie, czuję się jakbym poznawała świat na nowo. Teraz czuję się ze sobą dobrze i zaczynam dostrzegać wszystkie kolory, uśmiechy ludzi, cieszy mnie po prostu słońce, wszystko mnie zachwyca. Zmieniłam się, ale dalej lubię swoje stare nawyki jak spacery po cmentarzach (śmiech).

Twój styl jest bardzo charakterystyczny, mroczny, związany z nocą i życiem pośmiertnym. Co wpłynęło na ukształtowanie Twojej wrażliwości estetycznej?

Bardzo szybko musiałam dojrzeć i odkąd weszłam w okres nastoletni cierpiałam na depresję. Wydaje mi się, że ścieżka, którą obrałam wynika z tego, że w ponury sposób postrzegałam świat. Zawsze chciałam się odcinać od tego, co powszechne. Pochodzę ze wsi, nie utożsamiałam się ze swoimi rówieśnikami i tym, że dziewczyny rozmawiają o kosmetykach czy chłopcach. Buntowałam się. Śmierć jest dla mnie pasjonująca. Zawsze interesowałam się biologią, anatomią człowieka i zwierząt. W liceum byłam w bio-chemicznej klasie, najpierw chciałam być weterynarzem, potem farmaceutą. Nie mówię o sobie „artysta”, uważam, że nie zasługuję na to, by tak o sobie mówić, ale wszystkie takie osoby są wrażliwe emocjonalnie na to co ich otacza, widzą więcej szczegółów, fascynują się światem. Mnie interesował świat, który był przede mną zamknięty, niedostępny, tym też jest śmierć.

Czy według Ciebie polska sztuka ma swoją tożsamość, czy ślepo próbujemy doścignąć zachód?

Jestem wciąż na etapie kształcenia, więc nie chcę się wypowiadać zbyt odważnie na ten temat. W Polsce na wysokim poziomie jest wszelka grafika użytkowa. Obserwowałam jak to wygląda w zagranicznych miastach, ich plakaty, reklamy i pomijając fakt, iż Polska jest bardzo zaśmiecona bardzo słabymi billboardami, to nie odstaje aż tak od zachodu jeśli dobrze poszukać. Dobrze sprzedajemy się za granicą, bo nie ma tu dużo klientów na takie usługi. Polacy jeszcze nie mają potrzeby otaczania się czymś po prostu dobrze zaprojektowanym. Ludzie na zachodzie nie martwią się o takie problemy jak praca, ubezpieczenia, zdrowie, bo opieka socjalna jest na wyższym poziomie. Mam taką teorię o piramidzie potrzeb, gdzie im więcej jest ich zaspokojonych tym częściej tworzą się nowe. Jeśli te podstawowe są spełnione, to dopiero pojawia się miejsce na wrażliwość, na piękne przedmioty, sztukę. W Polsce wszystko to kuleje. Ludzie, którzy martwią się o to, by być najedzonym i zdrowym, nie myślą o projekcie okładki czy składzie gazety, którą czytają.

Jak wygląda życie studenta-artysty w dzisiejszych czasach?

Nie utożsamiam się za bardzo ze środowiskiem studenckim. Moi rówieśnicy są dla mnie jeszcze trochę niedojrzali, nie potrafią podjąć decyzji czy ponieść odpowiedzialności sami za siebie, imprezują cały czas. Jednak nikogo nie oceniam, to ja szybciej dorosłam. Większość moich znajomych jest dużo starszych ode mnie i z nimi dogaduję się najlepiej. Sama i tak nie jestem najlepszym studentem (śmiech), nie zawsze pojawiam się na zajęciach, tak nie powinno się robić. Nauka w szkole artystycznej odbiega jednak od nauki na innych uczelniach. Zastanawiam się jak można sobie poradzić z piętnastoma egzaminami i jakie to jest wyniszczające dla organizmu. W Polsce na studiach jest wiele niepotrzebnych przedmiotów, którymi potrzeba zapchać jakieś tam wymogi unijne, czy dać po prostu komuś pracę. Sesje na ASP też nie są łatwe, zarywałam noce. Zdarzało się, że kładłam się spać w ubraniach po to, by po dwóch godzinach wstać na egzamin. Każdy mój dzień jest inny, staram się spać jak najdłużej, chociaż i tak ciągle chodzę spać za późno, po czym idę na uczelnię. Tam dostaję od profesorów korekty do moich projektów i pracuję nad kolejnymi. W wolnym czasie jeżdżę też na wrotkach. Staram się każdego dnia zrobić coś produktywnego. Lubię też po prostu rozmawiać z ludźmi, co zabiera mi za dużo czasu (śmiech).

Za rok kończysz studia. Czy juz rysujesz w głowie kolejne kroki w życiu? Jak wyglądałoby Twoje wymarzone „dorosłe” życie?

Robię projekcje, wyobrażam sobie przyszłość, ale u mnie to bardzo często się zmienia. Mam mniej więcej zarysowane plany, ale nie chcę się nimi chwalić, bo jeśli mi się nie uda to nie chciałabym być postrzegana jako ktoś kto porywa się z motyką na słońce. Obiecałam sobie, że po zdobyciu magistra pójdę do schroniska by zaadoptować psa, choć odpowiedzialność jest duża i nie wiem czy podołam przez jednoczesną chęć podróżowania.

A przecież masz jeszcze dwa króliki!

Tak, moje króliki i gekon! Rok temu była taka głośna akcja ratunkowa, gdzie odebrano pewnej osobie ponad 150 królików w tragicznym stanie. Miałam już jednego królika i wiedząc, że są to zwierzęta stadne postanowiłam zaadoptować drugiego poprzez fundację. Na ten moment pomagają mi z nimi trochę rodzice. Uważam właśnie, że ważne jest, by odpowiedzialnie zdobywać wiedzę na temat tego, kim chcemy się zajmować. Potrafimy wyszukać byłą byłego kumpla z podstawówki w internecie, a brakuje nam chęci na zdobycie wiedzy na podstawowe tematy na temat naszych zwierząt. Straszni są tacy ludzie. 

Twoja postawa jest godna podziwu! Jesteś też weganką?

Bez przesady. Adopcje powinny być czymś normalnym, żadnym wyczynem. Staram się jeść wege, swoją dietę zaczęłam zmieniać małymi krokami ponad dwa lata temu. Jestem świadoma, że zwierzęta w przemyśle oraz ludzie są nadużywani, niehumanitarnie traktowani. Kim ja jestem, żeby przypisywać sobie prawo do korzystania z życia innych stworzeń. Nie chcę swoimi pieniędzmi wspierać wielkich koncernów, kultura kapitalistyczna mi nie odpowiada. Wielki przełom w moim podejściu nastąpił, gdy w prosektorium zobaczyłam obciętą ludzką rękę bez skóry. Anatomicznie tkanki praktycznie nie różniły się niczym od tych zwierzęcych i jakoś zapadło mi to mocno w pamięć. Od tamtej pory na jakiekolwiek mięso patrzę jak na zabrane komuś życie. Nie chcę brać w tym udziału i tyle.

Inspiracje:

Miejsca: Karkonosze, polskie zachodnie wsie latem, stare poniemieckie cmentarze;
Książki: Twórczość Kurta Vonneguta, publikacje nt. antropologii prasłowian;
Wydarzenie: Punk Rock Holiday w Słowenii;
Twórczość: Polska, rosyjska grafika ludowa, średniowieczne drzeworyty, grafika azjatycka, Polska szkoła ilustracji z XXw.

Dzięki, Angela, za rozmowę! 

Rozmawiała/zdjęcia: Nat Kontraktewicz

do Góry