fbpx

Dziewczyny z Projektu Rośliny. Wywiad.

W biegu między spotkaniem autorskim w Teatrze Powszechnym, kolacją a podróżą powrotną do Wrocławia spotykam dziewczyny z Projektu Rośliny w zlanym wieczornym słońcem nadwiślańskim bulwarze. Uśmiechnięte od ucha do ucha, pełne entuzjazmu i pasji roślinne trendesetterki opowiedziały mi o swojej wyjątkowej przyjaźni i początkach działalności. Na te młode, skromne i pracowite dziewczyny świat roślin stoi otworem. Teraz znajdziecie je nie tylko na instagramie. Na rynek właśnie wchodzi ich książka. Projekt Rośliny ma za zadanie edukować i inspirować miłością do zieleni.

– Nat Kontraktewicz

Zanim porozmawiamy o Projekcie Rośliny chciałabym się dowiedzieć kto za nim stoi. Skąd Wy w ogóle jesteście i jak się znalazłyście w tym punkcie swojego życia?

Ola: Projekt Rośliny powstał 2 lata temu we Wrocławiu. My poznałyśmy się dużo wcześniej przez ruch, miłość do tańca. Mimo, że ja przestałam się tym zajmować, to nasza przyjaźń przetrwała. Mamy z Werą wyjątkową przyjaźń. Kiedyś między nami zaiskrzyło i od tej pory jesteśmy nierozłączne. Uzupełniamy się, bo różnimy się w gustach, czy stylu ubierania. Żaden pomysł jednej z nas nie będzie tak dobry jak to, co stworzymy razem. Umiemy pracować ze sobą, bo odnajdujemy we wszystkim kompromis. Wera zna mnie najlepiej ze wszystkich osób na tym globie, nie ma drugiej takiej osoby. To było powodem, z którego to wszystko wykiełkowało.

Weronika: Poza pracą wszystko robimy razem. No, może Ty chodzisz na jogę sama. Jemy razem śniadania, obiady.

Mieszkacie też razem?

Weronika: Nieee, to już by było za dużo (śmiech).

Ola: Ale dałybyśmy radę w sumie! Z drugiej strony fajnie jest móc opowiedzieć drugiej osobie o czymś, jak na przykład kiedy wciągnęłam liścia monstery odkurzaczem, to chwaliłam się tym Weronice w smsie.

A jak powstał Wasz rośliny projekt? Czy wynikło to z Waszej pasji, z wykształcenia?

Weronika: Ja jestem po komunikacji wizualnej, a Ola po wizerunkowej, więc to nie jest blisko roślin. Ale wiedzę tę widać w naszym stylu.
Ola: Miłość do estetyki przeniosła się na miłość do roślin.

Weronika: A powstało to wszystko w dniu, kiedy wybrałyśmy się na spacer do ogrodu botanicznego. Obie tego dnia byłyśmy w dołku, ja miałam wtedy problemy z byłym chłopakiem, Ola z pracą, wszystko było nie tak.

Ola: Postanowiłyśmy wyjść w zieleń i porobić zdjęcia analogowymi aparatami dla oderwania myśli.
Weronika: To był czerwiec, wszystko kwitło. Byłyśmy zachwycone roślinami, szczególnie sukulentami. Zdecydowałyśmy, że chcemy się zająć tym i podzielić naszym pomysłem z innymi.

Ola: Najpierw wpadłyśmy na pomysł stworzenia roślinnego instagrama, który jest świetną platformą by zaprezentować się od strony wizualnej. Wybrałyśmy dla siebie nazwę Projekt Rośliny, bo „projekt” zostawia otwartą furtkę i nie ogranicza ani czasu ani formy. Działalność rozpoczęłyśmy od sprzedawania na targu rzemieślników kompozycji z sukulentów. Spotkałyśmy się z pozytywnym odbiorem najpierw wśród znajomych. A potem dowiedziałyśmy się więcej o roślinach liściastych, krok po kroku rozwijałyśmy działalność i wszystko poleciało jak fala. Otworzyłyśmy swój sklep, tworzymy teraz także aranżacje wnętrz i wydałyśmy książkę.


Jak wyglądał proces tworzenia książki? Miałyście pełną niezależność w tworzeniu treści?

Ola: Wydarzyło się to w naszym życiu niespodziewanie, bo odezwała się do nas Olga z wydawnictwa Bauchman z propozycją napisania książki. Obserwowała nas na instagramie, lubiła nasze treści i komunikację, estetykę zdjęć i powiedziała, że idealnie pasujemy do realizacji jej pomysłu na książkę. Pisanie zajęło nam pół roku. To po prostu nasze dziecko. Osoby z wydawnictwa nam niczego nie narzucały, a wręcz przeciwnie, zawsze służyli pomocą i dobrą radą. Cieszyłyśmy się, że miałyśmy tak wolną rękę w pisaniu.Wszyscy z naszej rodziny brali udział w jej przygotowaniu, fotografowie, czy dziewczyna, która składała ją graficznie to nasi przyjaciele. Ta książka wyróżnia się na tle innych z wydawnictwa, bo jest personalna. Czujemy też dumę, bo zadowoliłyśmy ludzi z branży wydawniczej nie mając zupełnie doświadczenia w pisaniu. Do tej pory pewnie nie wpadłybyśmy na to, bo wydać książkę.

Weronika: Nikt nam nic nie narzucał i nie oceniał nas. Miałyśmy ich zaufanie. Same decydowałyśmy jakie treści muszą być wyrzucone z książki, co ma zostać. Choć pojawiały się dyskusje, to byłyśmy twarde i postawiłyśmy na swoim.

To wielki sukces, dziewczyny, gratuluję! Czy macie świadomość, jak wielki macie wpływ na kulturę?

Powstał nowy trend, teraz mamy nie tylko kwiaciarnie, ale swego rodzaju concept story, które sprzedają filozofię życia – powolną, bliską natury, opartą na drobnych przyjemnościach, jak sadzenie roślinek. Czujecie się odpowiedzialne za te zmiany?

Weronika: Weszłyśmy w to nieświadomie, bo nie wiedziałyśmy że to były początki tego roślinnego trendu. Nazywamy to zielonym boomem. Same nie wiedziałyśmy co chcemy zrobić, nie było planów. A co do wpływania na świadomość ludzi to nie czuję się za to odpowiedzialna.

Ola: Wzięłyśmy jednak kluczowy udział w tym procesie. Wraz z powstaniem naszego projektu pojawiła się ta moda. To wypłynęło z serca, jest szczere i dlatego ma powodzenie. Gdy spływają do nas zdjęcia czytelników, którzy chwalą się książką, widzę inspirację naszą estetyką przenoszoną na ich zdjęcia. Ten charakterystyczny dla nas minimalizm jest wyczuwalny. Ludzie zaczęli zauważać, że mniej znaczy więcej, na przykład ozdobna donica nie wygląda dobrze, bo już sama roślina jest dekoracyjna.

Można Was zatem nazwać trendsetterkami dobrego gustu roślinnego! Weronika: Mocne słowa! (śmiech) W ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Posiadanie miejskiej dżungli stało się cool, wszyscy wiedzą jak wygląda pilea, poszukują wielkich monster. Czy Wasi klienci to tylko młodzi ludzie zainspirowani tą modą?

Weronika: Głównie to millenialsi, ale dzięki książce docierają do nas coraz starsze osoby.

Ola: Ostatnio jest o nas głośno w gazetach, typu Wysokie Obcasy, dlatego dowiadują się o naszym istnieniu kolejne pokolenia. Dotychczas byłyśmy tylko na instagramie. Łatwo jest odróżnić osobę, która kupuje u nas rośliny tylko dlatego, że jest to „cool” i chce wrzucić zdjęcie na instagram od osoby, która chce rzeczywiście zaangażować się w opiekę nad rośliną. Czasem się śmiejemy z tego, ale rozumiemy to – dla niektórych to tylko trend.


Zaciekawiło mnie to, że nie popieracie cięcia liści i trzymania ich w wazonach. To samo myślicie o kwiatach?

Ola: Kocham kwiaty, pięknie zdobią wazony i bukiety i nie mam nic przeciwko cięciu ich.
Weronika: Ja nie przepadam za kwiatami. Wiadomo, kwiatostan przekwita i zawsze się go przycina, także tu nie ma nic złego. Miałyśmy kiedyś taką sytuację, gdzie przyszła do nas klientka by kupić liście monstery. Nie mamy ich w sprzedaży, więc pokazała palcem na naszą wielką monsterę i pyta czy nie mogłabym obciąć jej kilka liści. A ja na to odpowiadam, że to byłoby tak, jakby mnie poprosiła o obcięcie sobie ręki (śmiech). Poczułam ogromną więź z tą monsterą, bo ona jest z nami od początku, nie sprzedajemy jej. Rozumiem, gdyby liście potrzebne by były do konkretnej aranżacji, instalacji, ale ogólnie preferujemy jednak doniczki. To w końcu życie! Z kolei te liście monstery w sprzedaży są specjalnie hodowane na ten cel.

Dużo osób wciąż boi się zaadoptować zielone żyjątka, bo łatwo im umierają. Najczęściej popełniane błędy przez opiekunów roślin to…

Weronika: Przelewanie. Ale też źle dobierane stanowisko. Na przykład stawianie na południowy parapet roślin liściastych, które nie powinny być na pełnym słońcu, co pali ich liście. Wiele osób kupuje po prostu roślinę i na tym się to kończy, a od zakupu to się dopiero zaczyna!
Ola: Tak, nadgorliwość jest najczęstszym problemem. Lepiej przesuszyć, niż przelać, bo jak pojawi się bakteria gnilna to już kaplica, roślina umiera. Przy przesuszeniu da się ją odratować, np. podlać odpowiednią ilością wody. Wystarczy się dowiedzieć podstawowych informacji.

Czy Wasza książka pomoże takiemu nowicjuszowi?

Weronika: Tak, na początku mamy poradnik o świetle, o podłożu, o donicach, gdzie ustawiać rośliny, czyli takie podstawowe zasady.
Ola: Druga część to atlas ponad dwudziestu gatunków, a trzecia to aranżacja, np. gdzie wkomponować roślinę w sypialni. To są podpowiedzi, wskazówki, nie trzeba się wyłącznie nimi kierować.

Czyli dajecie czytelnikom inspirację. A skąd Wy czerpiecie inspiracje?

Ola: Tak, taki dokładnie był cel stworzenia tej książki. Jesteśmy mistrzyniami „diggingu”. Przeszukujemy internet i znaleziska przekładamy na swój styl i możliwości, nie kopiujemy jeden do jednego.

Weronika: Same rośliny są też inspirujące, kształt liścia, czy struktura. Mamy teraz taką, która nazywa się Microsorum crocodyllus a jej liście wyglądają jak skóra krokodyla.

Ola: My doceniamy te szczegóły, ekscytujemy się nimi, jednak nie każdy dostrzega to piękno i potrafi skomentować, że to jest po prostu jakieś paprotkowate. Mamy stałą klientkę, która zawsze do nas przychodzi gdy mamy dostawę, podziwia kształty i faktury. Doceniamy to.

Projekt Rośliny to Wasza jedyna praca?

Weronika: Dla Oli tak, ja jeszcze uczę dzieci tańca pod Wrocławiem.

Ola: Przed założeniem Roślin pracowałyśmy normalnie na etacie, 9-17 w biurze. Potem trzeba było zdecydować co dalej i bardzo nam pomogli w tym rodzice, którzy przyjęli nas z powrotem na chwilę „na garnuszek”.

Czujecie, że to jest Wasz „dream job”?

Weronika: Tak, zdecydowanie. Nie wyobrażamy sobie robić cokolwiek innego, a na pewno nie bez siebie. Mogłybyśmy robić wszystko, pracować wszędzie, byle razem, z nikim innym.

Ola: Nie czujemy się jakbyśmy w ogóle pracowały. Dużo rozmawiamy o przyszłości ostatnio. Co dalej? Mamy ten aktualny trend, zastanawiamy się, czy to się zmieni, co przyniosą kolejne lata.

Weronika: Jesteśmy otwarte, elastyczne i jeśli trzeba będzie coś zmienić, to sobie poradzimy. Jesteśmy tu i teraz, wkładamy całe serca w ten projekt, mamy jeszcze siłę by pracować czasem po 14 godzin dziennie.


Przy tak ciężkiej pracy znajdujecie jeszcze czas wolny tak tylko dla siebie, na inne pasje, odpoczynek?

Ola: Wiadomo, że niekiedy praca jest źródłem frustracji. Stresujemy się wieloma sprawami, choć z boku, z perspektywy instagrama to wygląda jak sielanka, celebryckie życie. Codziennie mamy nowe wyzwania. W ramach odstresowania chodzę na jogę od paru lat, pomaga mi ona zmagać się z szybką, głośną codziennością. Potrzebuję czasu na regenerację, a Weronika jest pracoholiczką (śmiech), potrafi pracować bez przerwy. Staramy się szukać balansu w tym wszystkim, ale przy prowadzeniu własnej działalności trzeba być gotowym na wszystko.

Weronika: Niczego nie można zaplanować, na przykład nie przychodzą doniczki do aranżacji za dwa dni, a ty musisz je teraz wyczarować. Ta adrenalina jest fajna, lubię ją.

Ola: To że jesteśmy razem jest niezastąpione. Czasem, jak nie jest dobrze w życiu prywatnym to przenosi się to na Rośliny. Nie udajemy, że jeśli jednej z nas się nie układa to trzeba zacisnąć zęby i pracować dalej na pełnych obrotach. Siadamy, rozmawiamy, wspieramy się. Tak się właśnie śmiejemy, że mamy związki nie tylko ze swoimi chłopakami ale i kolejny we dwie, który trzeba pielęgnować.

Inspiracje:

Ola:
Miejsce: tam gdzie moi bliscy;
Restauracja: W kontakcie Wrocław;
Roślina: dischidia nummelaria;
Inspiracje: muzyka i odkrywanie dźwięków, kolor różowy.
 
Wera:
Miejsce: mój salon;
Restauracja: W kontakcie Wrocław;
Roślina: ceropegia woodii;

Inspiracje: ludzie, którzy działają z zajawką, malarstwo abstrakcyjne, fotografia analogowa.

Pozostaje mi ponownie Wam pogratulować nie tylko pomysłu, ale także wspaniałej przyjaźni i partnerstwa, co jest niezwykle cenne. Dziękuję Wam ogromnie, trzymam mocno kciuki za kolejne sukcesy.

Rozmawiała/zdjęcia: Nat Kontraktewicz

do Góry