fbpx
Ania Frelak, ciasto z dziurką, pracownia ciasto z dziurka, kawiarnia ciasto z dziurka

Ciastko z dziurką – o sukcesie wytrwałości i cierpliwości

Konsekwencja, ciężka praca, cierpliwość, wytrwałość mimo przeszkód i… brak oczekiwań. Czy Ania Frelak opracowała idealny przepis na sukces? Jej koncept Ciastko z dziurką z hobby wspieranego przez znajomych przerodził się w świetnie prosperujący, słodki biznes. Od niedawna w centrum Warszawy przy ulicy Wilczej można spróbować jej wypieków. Ale uwaga! Nie jest to typowe miejsce. Zajrzeć tam możecie tylko w niedziele. Przeczytajcie o kulisach powstawania tego pop-upu, smakach z dzieciństwa i poszukiwaniu innowacji. – Nat Kontraktewicz

Skąd pomysł na pop-up cukierniczy?

Wymusili to na mnie moi ukochani klienci, ponieważ nie chciałam otwierać typowej cukierni czy kawiarni, bardziej skupić się na indywidualnych zamówienia, robić warsztaty. Moi klienci jednak chcieli się spotkać od czasu do czasu, spróbować ciast, napić się kawy, nie czekać na okazję by zamawiać np. tort. Dlatego to jest ukłon do nich, aby mogli raz w tygodniu przyjść tutaj na Wilczą, gdzie działamy jako nietypowa kawiarnia, tylko w niedzielę. Nie ma chyba takiego miejsca nigdzie. Klientów jednak trzeba komunikacyjnie uświadamiać o tym, bo wszyscy wciąż myślą, że jesteśmy zwykłym miejscem. Dlatego wszędzie ogłaszamy – jesteśmy otwarci tylko w niedzielę od 10.00 do 18.00. 

Jak wyglądało otwarcie?

Było bardzo pracowite. Nie wiedziałam czego się spodziewać, ale już od samego rana były tłumy, kolejki, spotkałam się z miłymi opiniami. W poniedziałek po tym wszystkim miałam z 50 nieodebranych połączeń, bo wszyscy chcieli składać zamówienia (śmiech). Wszystko mnie to miło zaskoczyło. Przyszli bardzo fajni ludzie, bo jak widzisz to miejsce nie wygląda jak typowa kawiarnia. Wszyscy mieli wielkie oczy, bo nie wiedzieli, czy weszli do cukierni czy czyjegoś domu. Chciałam stworzyć coś ciepłego, domowego, jakby klimat kuchni. Przez to, że jest otwarta przestrzeń mamy pełną integrację, rozmawia się z gośćmi. Wszyscy ze sobą rozmawiali, byli bardzo otwarci, czuli się dużo lepiej niż w innych kawiarniach gdzie jest ciasno, stolik przy stoliku. Wpadł na to mój mężczyzna, bo na początku miało to wcześniej wyglądać jak zwykła kawiarnia. W zeszłym roku byliśmy w Gruzji i tam w hotelu była taka fajna aura, przestrzenie są otwarte i sprawiają, że nikt nie chce siedzieć w pokoju tylko w loungach. Mój partner pomyślał, że to byłby świetny pomysł, aby w takiej przestrzeni odbywały się degustacje a przede wszystkim, aby nie iść tym samym tropem co inne miejsca. 

Ania Frelak, ciasto z dziurką

ciasto z dziurką, kawiarnia, rudy pies

Jaka jest Twoja historia jako cukierniczki? 

Piekłam od najmłodszych lat z babciami czy mamą, a potem sama. Wszystkiego uczyłam się sama. Z czasem wszyscy znajomi oczekiwali, że na każdą imprezę to ja będę przygotowywać tort czy ciasto, a gdy zdarzyło mi się przyjść bez niczego to spotykałam się z wielkim rozczarowaniem. Z 4 lata temu, kiedy powoli rozkręcałam „Ciastko z dziurką” i nie miałam kompletnie czasu upiec cokolwiek na „śledzika”, bo jeszcze wtedy pracowałam na etacie, kupiłam czipsy i moi znajomi byli oburzeni (śmiech). W domu nigdy nie myślałam, aby robić z tego biznes, zawsze pozostawało to moim hobby. Lubiłam rysować, byłam plastycznie uzdolniona i chciałam iść na architekturę wnętrz. Zostałam jednak pokierowana przez rodzinę na studia ekonomiczne, skończyłam SGH. Wiadomo, że potem będzie praca – takie było jeszcze wtedy myślenie naszych rodziców. Ten rynek jest teraz zupełnie inny. Gdy pracowałam w małej agencji reklamowej znajomi mnie zachęcali, abym założyła fanpage, pomyślała o nazwie. Wiele osób pyta skąd się wzięła – to właśnie znajomi zagłosowali na nią w ankiecie. Padło na „Ciastko z dziurką”, łatwą do zapamiętania i przewrotną, szczególnie to panowie mają skojarzenia (śmiech). Od osoby do osoby, drogą marketingu szeptanego – zresztą to tym się zajmowałam zawodowo, rekomendacje były mi najbliższą formą promocji – wszystko zaczęło się rozkręcać. Z pełnego etatu i pieczenia po nocach przeszłam na pół etatu, aż w końcu totalnie odpuściłam pracę. Nie rzuciłam się na głęboką wodę, wszystko było przemyślane. Nie chciałam też szybko otwierać pracowni, nie wpuszczać się w koszty. To, że miałam grono fanów wśród znajomych i już nowych klientów nie oznaczało, nie było na tyle pewne, aby bez znajomości rynku ryzykować. Wolałam poczekać z lokalem ładnych parę lat, właśnie mija 5 lat odkąd Ciastko działa. Z nim też jest śmieszna historia – przegrałam 2 lata temu przetarg na ten lokal o 1,50 zł, po czym po 2 miesiącach osoba, która wygrała zrezygnowała z niego. Stał 2 lata pusty, po czym mój chłopak przechodząc obok zauważył, że został ponownie wystawiony do licytacji. Był mi przeznaczony, bo tym razem udało się go wygrać. Remont zajął rok, bo tyle trwały wszystkie procedury administracyjne i same prace przygotowawcze. Była to droga przez mękę, momentami ręce opadały, cały czas spotykałam przeszkody, każda kolejna była stresem, trzeba było jeszcze przecież normalnie piec ciasta, bo był to pracowity sezon ślubny. Ale dzięki mojemu mężczyźnie nie poddałam się. Teraz dopiero mogę odetchnąć, zbierać owoce tej pracy i pomyśleć o przyszłości.

Ania Frelak, ciasto z dziurką

To rzadko spotykane w dzisiejszych czasach, aby rozwój biznesu był tak cierpliwie rozłożony w czasie. Czuć, że nie ma tu pośpiechu, wszystko jest przemyślanym procesem. Wygląda na to, że wszystko ułożyło się tak jak powinno w Twoim życiu.

Tak, rzeczywiście tak było. Nie żałuję pracy w agencji reklamowej czy w dziale obsługi klienta. Byłam też asystentką w dwóch firmach, gdzie poznałam sferę biurokratyczną, współpracę z działem księgowym. Wszystko to pomogło mi prowadzić swoją firmę. 

Wspomniałaś, że zaczęłaś piec z babcią i mamą. Zawsze tęsknimy za smakami z dzieciństwa, to nasze matki robią przecież najlepsze ciasta, np. szarlotkę. Czy myślisz, że można włożyć emocjonalną nutę do wypieków? Nostalgię, miłość, radosne wspomnienia?  

W każde moje ciasto wkładam tyle miłości ile się da, ale rzeczywiście najlepsza szarlotka na świecie jest wspomnieniem z dzieciństwa. W wykonaniu mojej babci była tak dobra, że mogłam zjeść całą blachę. Mojej babci nie ma już z nami parę lat i niestety przepis przepadł. Nie jestem w stanie odtworzyć tego smaku. Jak robię szarlotkę w stylu amerykańskim, czy polskim z kruszonką i maślanymi dodatkami, to budzą się wspomnienia. Natomiast nigdzie nie znalazłam takiego samego smaku, nawet próbując na mieście. Może jeszcze kiedyś mi się uda. A sama, mimo, że mam 2 tysiące tortów i jeszcze więcej innych słodkości za sobą, w każde zamówienie wkładam całą siebie i dużo uczucia, by klient był zadowolony, wracał i rekomendował nas. Jakość jest dla mnie najważniejsza i tego nigdy nie odpuszczę. 

Gdzie szukasz inspiracji na nowe smaki?

Wszędzie, czy to w sklepie widząc nowy owoc, czy buszuję po internecie i przerabiam pod siebie podpatrzone pomysły. Z jednym sernikiem była to kwestia przypadku. Na otwarciu cukierni w sobotę sprzedaliśmy wszystko i musiałam upiec coś na kolejny dzień mimo ogromnego zmęczenia. Robiłam akurat szarlotkę, nie zdążyłam zrobić budyniu do niej, a została mi kruszonka z granoli, więc postanowiłam wymyślić coś nowego i tak powstał sernik z palonym masłem, którego spróbowaliśmy dopiero w niedzielę. Wyszedł fajnie, klienci go pochwali i wszedł do karty. Wiele wypieków powstaje z przypadku, jakiegoś składnika dodam mniej, czegoś więcej, a to mnie czas nagli i wtedy wychodzą najlepsze pomysły – nasz biszkopt czekoladowy czy waniliowy, brownie. 

ciasto z dziurką, najlepszy tort

Każdy z nas ma różne kubki smakowe, różną wrażliwość. Masz ulubione lub zaskakujące połączenie smaków?

Bardzo lubię połączenie masła orzechowego z dżemem porzeczkowym, które jest świetne w torcie.

Ile jest podjadania przy przygotowywaniu słodkości? 

Teraz już praktycznie w ogóle, chyba że przy próbowaniu nowych smaków. Od zawsze uwielbiałam słodycze, mogłam je jeść o każdej porze dnia, ale teraz już tak nie mam. Z każdym tortem mam coraz mniejszą ochotę na nie, choć nadal bardzo je lubię i z wielką przyjemnością piekę. Tak jak moi klienci kocham też nasze brownie, ale gdy robię je po raz pięćsetny to momentami nie mogę na nie patrzeć (śmiech). Lody to z kolei rzecz, którą uwielbiam nad życie i mogę jeść w każdej ilości. Próbuję oczywiście kremów, dżemów, sprawdzam czy słony karmel jest odpowiednio wyważony smakowo. Lubię opracowywać nowe smaki, co sprawia mi dużo frajdy. W zeszłym tygodniu wymyśliłam ten sernik z palonym masłem, którego próbuję bardzo chętnie. Nikt mi nie wierzy, że to ja piekę w Ciastku, bo nie wyglądam (śmiech). Pracowałam podczas studiów w lodziarni na „work&travel” i mimo że jadłam lody codziennie, to nie przytyłam. Kiedyś czytałam, że gdy je się lody to spada temperatura ciała i organizm musi więcej energii zużyć do nagrzania się z powrotem (śmiech). 

Gastronomia to też ciężka praca fizyczna. Jak wygląda Twój rytm dnia, tygodnia?  

Do tego pory robiłam wszystko sama – od zapasów, pieczenia, do dekorowania, dostarczania. Jestem zmęczona tym wszystkim, bo czasem pracowałam od wczesnego rana do nocy – czasem do 1.00-2.00. Teraz mam już dostawców i dzięki lokalowi mogę trochę odpocząć, ale kiedyś musiałam jeździć po produkty. Po to powstała ta pracownia, abym mogła się ustabilizować. Chciałabym też oddelegowywać obowiązki, mieć więcej czasu wolnego. Muszę oczywiście wszystko kontrolować, dalej chcę piec i wymyślać nowe rzeczy, ale skupię się teraz na marketingu, biurowych sprawach, usprawnieniu kontaktu z klientami, opracowywaniu ofert, współpracy z firmami. Zazwyczaj pracę zaczynamy w środy od pieczenia, potem jest przekładanie tortów, zaopatrzenie, przygotowywanie ofert, wzory, lepimy figurki. Pomaga mi tutaj Ania, mama, czasem wujek czy chłopak, więc biznes jest trochę rodzinny. 

Dodatkowo chcę rozwinąć warsztaty, które prowadziłam wcześniej w innych miejscach. Chciałabym, aby były prowadzone w kameralnych grupach 8-10 osób, przez specjalistów od ciasteczek, makaroników, czy wegańskich wypieków. Zainteresowanie jest duże, np. te same osoby zapisują się ponownie na robienie pierniczków, a ja im mówię: „Przecież już to umiecie!” A oni na to: „Ale było tak fajnie, że chcemy jeszcze raz!” (śmiech). Zadowolenie klientów to najlepsza nagroda za tą ciężką pracę. 

 

 

Gratuluję Aniu konceptu i sukcesu! Trzymam zatem kciuki za dalsze realizacje. Dziękuję za rozmowę. 

 

Inspiracje:

Cukiernia: The Lily Vanilli Bakery, Londyn, Ovelny NYC ;

Restauracja: tawerna z cudownie prostym ale jak pysznym jedzeniem w okolicy San Sebastian, kraj Basków, Hiszpania, warszawska Bibenda; 

Serial: Gilmore Girls; 

Guilty pleasure: lody; 

Książka: tonę w książkach cukierniczych, nie zdążę skończyć jednej, a już kupuję następną;

Miejsce: Scopello na Sycylii, Tbilisi, NYC;

Podróże: Kanada, Japonia, RPA i bliżej Islandia, Norwegia.

 

Rozmawiała/zdjęcia: Nat Kontraktewicz

do Góry