fbpx
Bela Komoszyńska, frontmanka zespołu Sorry Boys

Jestem zmianą – rozmowa z Belą Komoszyńską z zespołu Sorry Boys

Sorry boys, ten wywiad będzie bardzo kobiecy, ale Was też zapraszamy do czytania. Odgadujecie już z kim rozmawiam? Oczywiście z Belą Komoszyńską, frontmanką zespołu Sorry Boys, który 10. maja wydaje swój czwarty krążek pt. Miłość. Bela zaprosiła mnie do swojego gniazdka, mieszkania na Grochowie z pięknym, szerokim widokiem na Warszawę i jej wieżowce. Mimo bycia w tej aglomeracji poczułam się odcięta od intensywnego trybu jakim Warszawa płynie. Energia tego domu jest pełna spokoju, radości i beztroski. Taka też jest Bela. Uśmiechnięta, pełna gracji i kobiecej siły. Ciężko oderwać od niej wzrok. W rozmowie zabiera nas do swojego świata muzyki, snów, przemyśleń. – Nat Kontraktewicz

 

Na to pytanie można odpowiedzieć na milion sposobów, dlatego uwielbiam je zadawać. Kim jesteś i co doprowadziło Cię do tego momentu w życiu?

Często się nad tym pytaniem zastanawiam. Czuję, że jestem zmianą. Gdy patrzę na siebie wstecz, widzę kilka osób. I do wszystkich tych etapów podchodzę z szacunkiem. Aktualnie jestem piewcą miłości. Jestem połączeniem tego, kim byłam do tej pory z nowym wcieleniem – byciem matką. Czuję pełnię człowieczeństwa. 

W Twoim życiu pojawiła się mała istotka. Wywróciła je do góry nogami czy wprowadziła porządek?

Bianka nie wywróciła naszego życia do góry nogami, ona je rozszerzyła. Oboje z Tomkiem jesteśmy zgodni, że córka dodała naszemu życiu szerokości. Świat i życie okazało się jeszcze bardziej fascynujące, głębokie, bogatsze o nowy rodzaj miłości. Pojawienie się dziecka uczy mnóstwa nowych umiejętności, systematyczności, odróżniania rzeczy ważnych od mniej ważnych, innego postrzegania czasu, którego jest po prostu mniej.

Jak wygląda teraz w takim razie Twoja uporządkowana codzienność? 

Oczywiście opiekuję się Bianką, chcę żeby jej bateria została naładowana do pełna jak największą ilością miłości, ciepła, uwagi, bo ona będzie jej służyć przez całe życie. Jednocześnie szybko wróciłam do pracy, która obejmuje nie tylko komponowanie i pisanie tekstów, ale też wszystko, co się wiąże z wydaniem płyty: koncepcja i organizacja sesji zdjęciowych, teledysków, oprawy graficznej, tysiące drobiazgów, które trzeba dopiąć, żeby płyta została zamknięta w całość. To wymaga uruchomienia nowych zasobów energii, ale udało się, bo Bianka jest spokojnym i bardzo pogodnym dzieckiem. Nauczyłam się maksymalnie wykorzystywać czas, w którym mogę pracować. Przy naszym nowym albumie, który za chwilę się ukaże, zrobiłam jeszcze więcej niż przy poprzednich. 

Bela Komoszyńska, frontmanka zespołu Sorry Boys,

Najnowszy singiel „Jesteś pragnieniem”, porusza serce. Czy cała płyta będzie naładowana tak pozytywną energią? 

Tworzyłam tę płytę w najszczęśliwszym okresie mojego życia. Myślę, że ta energia będzie odczuwalna. “Jesteś Pragnieniem” napisałam w kilkanaście minut. Inne utwory też powstawały w przypływie silnego natchnienia, proces pisania był nadzwyczajnie przyjemny. Pierwsze piosenki skomponowałam na wiele miesięcy zanim byłam w ciąży, część podczas tych mistycznych dziewięciu miesięcy, a część tekstów pisałam, kiedy Bianka była już na świecie. Są tam opowieści pisane z energii trzech kobiet, którymi byłam w okresie powstawania płyty. Jedenaście utworów rejestrujących emocje w czasie.

Tryska z Ciebie taka kobieca energia i siła! Jest coś nieziemskiego, nadzwyczajnego w słowach Waszych piosenek. Czuć w nich energię płynącą z natury, ale i magię.

Odkąd wiedziałam, że Bianka pojawi się na świecie, zaczęłam zgłębiać naturę tego pierwszego okresu życia człowieka, bo jest to niezwykle fascynujące. Czytałam książki, które dotyczą duchowości i psychiki dziecka i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że to nie są książki o dzieciach dla rodziców, a o istocie człowieka w ogóle. Kiedy je czytam dla Bianki, analizuję też ich treść pod własnym kątem. Widzę, jak duży wpływ na to, o czym mówisz – więź z naturą – miało moje dzieciństwo. Wychowywałam się w Działdowie, małym mieście, ale najlepiej czułam się w przyrodzie. Byłam w niej rozkochana. Myślę, że kontakt z przyrodą w początkowym etapie rozwoju człowieka silnie wpływa na jego wrażliwość. Mieszkam od kilkunastu lat w Warszawie, ale stale odczuwam silny kontakt z naturą. Swoją muzyczną pracownię mam ustawioną przed oknem. Patrzę na Warszawę, niebo i zachody słońca i czuję się częścią kosmosu.

Bela Komoszyńska, frontmanka zespołu Sorry Boys

 

Czytałam, że inspirację stanowią dla Ciebie także Twoje sny, jak to było w przypadku Vulcano.

Z muzycznych snów powstają bardzo ważne piosenki. Jedna z nich jest na najnowszej płycie Sorry Boys. Po przebudzeniu udało mi się zapisać w telefonie pierwszą zwrotkę, cała reszta dopisała się już bardzo szybko. Sny są ważne. Natchnione pisanie mogłabym porównać do śnienia: jestem autorem snu, ale nie mam wpływu na to, co mi się śni. Często jest tak z piosenkami pisanym w przypływie bardzo silnego natchnienia. Śpiewam wtedy zdania, które są dla mnie niespodziewane, mimo że jestem ich autorką.  

Wierzysz w sny? Że mogą być przepowiednią?

Odkąd przeczytałam “Zapomniany język” Ericha Fromma trochę inaczej patrzę na sny. On dowodzi, że sny są “zwykłym” kolażem informacji i emocji, które w ciągu dnia przechwyciła nasza podświadomość. To jest główny typ snów jakie miewamy. A ten, o który pytasz przydarza się o wiele rzadziej i są to skarby. Wierzę, że są to wiadomości, prezenty “z góry”. 

Wierzysz też w siłę kobiecej intuicji?

Wierzę w intuicję człowieka ogólnie, a ta kobieca jest ściślej związana z naszym związkiem z naturą, choćby cyklem księżyca. Ale nie odmówiłabym mężczyznom intuicji, bo znam wielu mężczyzn, którzy mają lepszą intuicję niż kobiety. Intuicja jest trochę jak talent – niektórzy mają jej więcej, a niektórzy mniej i muszą nad nią pracować.

Jak widzisz przyszłość? Chciałabyś tworzyć muzykę nieustannie?

Przyszłość naszą widzę jasną, „teatr mój widzę ogromny” (śmiech, Bela cytuje tu Stanisława Wyspiańskiego, przyp. red.). Chciałabym do ostatniego tchu zajmować się muzyką, dopóki będziemy mieć siłę stać na scenie. Tak piękne jest starzenie się. Kocham starych muzyków, obserwować jak cudownie dojrzewają niczym wino, jacy są mądrzy, jak pięknie wyglądają na scenie – starzy, a jednocześnie z niesamowitą iskrą życia. Chciałbym widzieć siebie jako długowłosą, siwą Patti Smith, która tyle przeżyła, a wciąż wykrzykuje hippisowskie, czasem naiwne hasła ze sceny.

Wspominałaś w jednym z wywiadów, że Twoja mama dała Ci wolność w odkrywaniu kim jesteś i czym chciałabyś się zajmować. Rodzice muzycy to już dwa kroki bliżej do pozostania w świecie muzycznym. Zdarza Wam się marzyć, że Bianka będzie artystką?

Mamy świadomość, że nie sposób, żeby nie była muzyką nasączona. Gramy i śpiewamy jej z Tomkiem cały czas, w tym domu ma miejsce musical. Zgodnie powtarzamy, że nie będziemy jej niczego narzucać, że będzie miała wolną wolę, ale mam świadomość, że to nie do końca prawda. (śmiech) Kiedy wzrasta w tak silnie ukierunkowanym środowisku, to z pewnością pozostawi w niej ślad. Co z tym zrobi będzie jej wyborem i damy jej możliwość, żeby zasmakowała czegoś innego, zobaczyła, że są inne zawody, inny świat. To będzie fascynujące obserwować co wybierze, do czego jej serce będzie pałać.

Miałam przyjemność zobaczyć Was na kameralnym koncercie Sofar, a także na wielkiej scenie Opener’a. W którym otoczeniu występuje Ci się swobodniej?

Kocham oba środowiska. Lubię wielkie sceny ze względów prozaicznych, można po prostu biegać, poczuć “wiatr”. Nasza muzyka jest bardzo przestrzenna, jakby się śpiewało z perspektywy szerokiej, naturalnej przestrzeni i duża scena daję tę perspektywę. A na koncertach kameralnych, gdzie nie ma miejsca na to wszystko, jest cudownie, bo można tak blisko widzieć ludzi i czuć ich fizyczną energię, która krąży w powietrzu, aż jest gęsto.

Bela Komoszyńska

 

Jesteś muzą samą w sobie. Masz fantastyczny, konsekwentny styl, który wybiega poza trendy z wybiegów. Co go kształtowało? Zdradź gdzie zdobywasz te wszystkie piękne suknie.

Dziękuję! Podchodzę do strojów intuicyjnie, dobieram je sama. Strój musi mnie czymś uwieść i nie ma wtedy znaczenia, czy jest to vintage, czy rzecz z nowej kolekcji projektanta. Musi też dodawać mocy, energetyzować mnie i… pozwalać pozostawać sobą. Mam duże szczęście do współpracy z bardzo zdolnymi projektantami polskimi. Moja fascynacja modą i szyciem na miarę na dobre zaczęła się od współpracy z Maćkiem Zieniem, na którego pokazie Sorry Boys zagrało kilka dobrych lat temu. Przez długi czas współpracowałam z duetem Odio i Pieczarkowski, których unikatowych strojów mam pełną szafę. Teraz moje stroje projektuje Ania Gacek, która niedawno stworzyła własną markę modową i kreuje rzeczy po prostu piękne. Jestem też szperaczem skarbów vintage, które uwielbiam. A satysfakcja z odnalezienia takiego skarbu, który nie kosztuje milionów choć tak wygląda, jest niezwykła. Lubię wstępować przygodnie do przypadkowo napotkanych sklepików vintage i wierzę w szczęście początkującego – spośród tysiąca rzeczy, które się do niczego nie nadają znajdujesz perłę, której Valentino by pozazdrościł. 

Bardzo Ci dziękuję Bela za podzielenie się z nami swoim światem.

Inspiracje:

Kwiaty, którymi pachnie mój dom: lewkonie;

Płyta, której mogę słuchać przez całe życie: Ewa Demarczyk “Live”;

Genialna książka: Czarodziejska Góra;

Serial dzieciństwa: Twin Peaks;

Jeden z ulubionych filmów: Mapy Gwiazd;

Miejsce w Warszawie, w którym tryskam nadzwyczajnym szczęściem: Łazienki Królewskie.

Rozmawiała/zdjęcia: Nat Kontraktewicz

do Góry