fbpx
aktorka Aleksandra Popławska

Aleksandra Popławska. Rozmowy o życiu.

Inspirująca, świadoma matka, zdolna i pracowita aktorka i reżyserka teatralna Aleksandra Popławska, pięknie opowiada nam o życiu w zgodzie z naturą i na własnych zasadach, o wychowaniu córki, o szczęściu i jego ulotności. Na ekranie zobaczycie ją w serialu HBO Wataha, filmach Kobiety Mafii, Underdog, czy na deskach Teatru 6 piętro w sztuce Niezwyciężony.  Nat Kontraktewicz

Wyznajesz oficjalnie ideę powrotu do natury i życia zgodnie z jej prawami jako członkini Federacji Naturystów Polskich. Opowiedz proszę, co skłoniło Cię do dołączenia do tego stowarzyszenia.

Ponieważ pochodzę z miejsca, gdzie było dużo kopalni i powietrze jest zanieczyszczone, marzyłam o domu, gdzie będę mieć do czynienia z przyrodą i udało mi się to spełnić zamieszkując w Puszczy Kampinowskiej. Bardzo mnie relaksuje czysty, bezpośredni kontakt z naturą, gdzie nic nas nie ogranicza z zewnątrz. Chcę móc wyjść na golasa i położyć się na trawie, by żadne ubrania mi nie przeszkadzały. Jest pociągająca dla mnie idea miasta jak w Avatarze, gdzie można się połączyć z drzewami. Na co dzień funkcjonuję w zgiełku, uprawiam zawód w którym muszę mieć kontakt z publicznością czy z ilością ludzi na planie. Wychowałam się na blokowisku, wśród miliona osób, gdzie jak za długo się gra na pianinie to ktoś stuka w ściany, a jak śpisz to słyszysz, że ktoś wyrzuca śmieci. Po przeprowadzce zdałam sobie sprawę, że ten warszawski zgiełk jest dobry tylko na trochę, a żeby się zresetować trzeba uciec w dzicz.

Przyjemnie jest obserwować zwierzę nie za kratkami, tylko na łonie natury, wolne. Ja spotkałam wilka, łosie, dziki, sarny, zające. Ostatnie moje super spotkanie było z borsukiem, który jest tak pięknym, wielkim zwierzęciem. Człapie z nogi na nogę i ma mordkę w biało-czarne pasy. Pięknie jest zobaczyć go z bliska. Człowiek tęskni za taką wolnością jaką mają zwierzęta, choć one z kolei są osaczone przez nas, bo naruszamy ich przestrzeń.

Aleksandra Popławska

Jak wygląda Twój tryb życia?

Nie mam stałej pracy jak moi rodzice, którzy byli nauczycielami i jechali na 8.00 do szkoły, kończyli o 16.00, sprawdzali kartkówki, klasówki, dookoła mieli milion papierów, porozkładane książki w domu… Prowadzę nieregularny tryb życia. Ciekawe w mojej pracy jest to, że jest urozmaicona i ciągle coś się zmienia jak warunki, okoliczności. Gram lub reżyseruję w teatrze, np. wkrótce jadę na 3 dni do Pilzna ze spektaklem „Inni ludzie”, za chwilę jest premiera Watahy, biorę teraz udział w zdjęciach do filmu „Śmierć Zygelbojma” – to opowieść o Żydzie, który na znak protestu wobec świata, który nie reaguje na Holokaust popełnił samobójstwo, a potem zaczynam zdjęcia do serialu kryminalnego, także mam plany do 2020 roku. Jest projekt, który się dzieje w górach, a inny nad morzem czy na Mazurach. Coraz więcej powstaje produkcji poza Warszawą czy nawet za granicą, więc pod tym względem moja praca jest atrakcyjna. Trzeba przyzwyczaić się i odnaleźć w sytuacji, gdzie czasem przy dużej intensywności działań może pojawić się przestój, lub jakby na to inaczej spojrzeć – czas na relaks (śmiech). Kiedyś było ich dużo więcej i martwiłam się, czy w ogóle będę dalej pracować. Wiadomo, że aktorzy mogą być „w obiegu” i z czasem ich miejsce zajmuje ktoś inny, to naturalna kolej rzeczy. A teraz mam bardzo dużo pracy, co mi się podoba. Selekcjonuję jednak projekty, których się podejmuję. Nie chcę, aby polegały tylko na zarabianiu pieniędzy czy promowaniu produktów, do których nie jestem przekonana. Odnajduję przyjemność w mojej pracy i na przykład organizuję czas na spotkanie z Tobą, by zrobić coś fajnego, innego, bez całej machiny produkcyjnej a z bezpośrednim kontaktem z człowiekiem.

W całej tej intensywności pracy, gdzie odnajdujesz spokój?

W kontakcie z naturą, w podróżach w przyjemne miejsca. Mam na swojej liście kilka krajów do odhaczenia, ale muszę poczekać na zakończenie produkcji, których się podjęłam. Liczę też na towarzystwo przyjaciół, rodziny a to z kolei trudno skoordynować. Staram się wypoczywać z rodziną czynnie. Lubię też chodzić na koncerty, byłyśmy np. z córką na Michelle Gurevich, Die Antwoord, na Openerze. Moim azylem jest dom, który ma magiczną atmosferę, spokój, swoistą przyjemność. Jest na samym skraju lasu, za domem już nie ma nic. Mam tam swoje zwierzaki – trzy szczury, kot i pies. Wszyscy lubimy tam wracać. Nawet moja córka, która jest imprezową, bardzo prospołeczną osobą.

Jak oddziałuje na Wasze życie rodzinne fakt, że spędzasz dużo czasu poza domem podczas nagrywania seriali czy filmów?

My wszyscy żyjemy tak intensywnie, że mamy nierozpakowane walizki w domu albo musimy ustalać między sobą kto potrzebuje dużej walizki, a kto weźmie małą, bo jedzie na krócej. A jeśli są to długie wyjazdy to albo rodzina przyjeżdża do mnie albo zabieram ze sobą córkę. Teraz mój Marek jedzie do Paryża i zabiera Tosię, a ja żałuję, że nie mogę dołączyć, bo akurat gram w tym tygodniu spektakle. Zazdroszczę, że już mają plany na zwiedzanie galerii i muzeów. My z córką z kolei pojechałyśmy na kajaki, chociaż było dość ciężko przez niski poziom wody. Musiałyśmy ciągnąć kajak przez wiele miejsc i kosztowało nas to dużo wysiłku. Jesteśmy mocno ze sobą związani. Zauważyłam w aplikacji z biletami lotniczymi, że podczas kręcenia Watahy miałam mnóstwo lotów do Rzeszowa i z powrotem. Każdą wolną chwilę wolałam spędzić w domu z bliskimi. Gdybym nie miała rodziny to pewnie bym została w Bieszczadach, miałam hotel z basenem, z sauną, można było imprezować pomiędzy zdjęciami, ale coś za coś – trzeba wybrać swoje priorytety. Udaje mi się harmonijnie połączyć pracę z życiem rodzinnym czy z przyjaciółmi, bo z nimi też lubię się spotkać i porozmawiać w małym gronie. Nie przepadam za wielkimi imprezami, to mnie przeraża, bo zamienię kilka słów z każdym i nic z tego nie wynika.

Raz też zamieniłyśmy się z siostrą córkami. Miałam uroczy wieczór z Hanią, lat 4 pt. „witajcie w naszej bajce”, wygłupiałyśmy się i przebierałyśmy, wjechała piękna Pani Meluzyna i cała akademia Pana Kleksa, a na koniec opowiadałam jej wszystkie bajki, które ja opowiadałam mojej córce o magicznym lesie. Tosia z kolei była na koncercie Metallici z moją siostrą i była w szoku, że faceci po 70-tce dawali czadu na scenie, kiedy ona jest zmęczona po 3 godzinach koncertu. Na drugi dzień nie mogła ruszać szyją po szalonym skakaniu (śmiech). My z Hanią też zaszalałyśmy, bo bawiłyśmy się do 12 w nocy i muszę przyznać, że to było świetne doświadczenie, na chwilę znów mieć taką małą córeczkę, z którą można się powygłupiać. A moja siostra w zamian doświadczyła jak to jest mieć córkę nastolatkę.

aktorka Aleksandra Popławska

Co według Ciebie stanowi o tak pięknej przyjaźni między Tobą a Tosią? Poznałyśmy się na Waszej wspólnej sesji zdjęciowej, gdzie zobaczyłam w Was silną więź i wzajemny szacunek. Często taka relacja rodzi się dopiero, gdy córka staje się dojrzałą kobietą i docenia rolę jej matki w życiu.

Na to świadomie pracuję, choć wiem, że potrzebny jest bunt i odcięcie, pójście swoją drogą. Gdy człowiek jest tak silnie związany z rodzicem, to mając lat 30 nie chce opuszczać domu. Tego bym nie chciała i zresztą Tosia jest bardzo niezależną osobą, która już zapowiedziała, że tylko skończy 18 lat i już jej nie będzie w domu. Jestem związana z nią, choć przecięłam pępowinę i zdaję sobie sprawę, że jest niezależnym człowiekiem, że nie mogę wywierać na niej presji, zmuszać do niczego. Wszystko załatwiam rozmową. Rozmawiamy o potencjalnych zagrożeniach, możliwościach, o tym, że wszystko jest dla ludzi – alkohol, narkotyki – niektórych rzeczy trzeba spróbować. Nie zakazuję, nie nakazuję, traktuję córkę jako człowieka, którego trzeba uświadamiać. Szanuję jej decyzje, słucham i buduję zaufanie. Daję jej prawo do posiadania swoich sekretów i wiem, że nie o wszystkim mi musi opowiadać.

Wychowanie w rodzinie aktorów może dać Tosi dużo inspiracji, ale i presję. Dajesz dużo przestrzeni córce, czy sugerujesz jaką drogą powinna iść, bądź nakierowujesz na studia czy zawód, jaki chciałabyś, aby wykonywała?

Nie ma tu mowy o karierze, ale o szczęśliwym życiu i tą drogę każdy musi znaleźć sobie sam. Ważne, by praca była również przyjemnością, nie tylko obowiązkiem. Nakłaniam córkę do tego, by odnajdywała w sobie pasję, zainteresowania i by to stało się jej zawodem. Jedyne co mogę jej dać to wspólne poznawanie świata. Chodzimy na opery, koncerty, wystawy, ciekawe wydarzenia artystyczne, akcje społeczne. W to wszystko ją angażujemy i pomagamy poznawać przede wszystkim sztukę, bo razem z Markiem uważamy, że życie bez sztuki jest smutne, jałowe. Co ona wybierze trudno przewidzieć, bo ciągle się to zmienia. Dużo maluje, rysuje, ogląda seriale, animacje. Ostatnio jej się spodobało bycie profilerem. (śmiech) Warto w ogóle z osobą wykonującą interesujący nas zawód porozmawiać. Każdy zawód ma swoje plusy i minusy, można być aktorem sfrustrowanym, a można być spełnionym. Ta ciekawość świata będzie napędzać bieg wydarzeń. Recepty na sukces nie możemy jej sprzedać. Bo czym jest sukces?

Aleksandra Popławska: “Nakłaniam córkę do tego, by odnajdywała w sobie pasję, zainteresowania i by to stało się jej zawodem. Jedyne co mogę jej dać to wspólne poznawanie świata. Chodzimy na opery, koncerty, wystawy, ciekawe wydarzenia artystyczne, akcje społeczne. W to wszystko ją angażujemy i pomagamy poznawać przede wszystkim sztukę, bo razem z Markiem uważamy, że życie bez sztuki jest smutne, jałowe.”

Co dla Ciebie składa się na szczęśliwe życie?

Poczucie harmonii. Wszystko jest takie jak ma być, gdzie nie musimy nic robić na siłę, udowadniać nikomu, że jesteśmy świetni. Aby ambicja nas nie zżerała, aby nie udawać kogoś kim nie jesteśmy. Żyjemy w czasach kreowania siebie i wierzę, że trzeba mieć idoli i pracować nad sobą. Byłam skromną, cichą dziewczynką, a zawsze podobała mi się Patti Smith. W czytaniu jej poezji, piosenek dostawałam kopa, by wyjść z tej nieśmiałości i np. zmienić spódniczkę w dniu rozpoczęciu roku szkolnego na coś buntowniczego. To był dla mnie duży akt odwagi.

Odnalezienie balansu jest trudne, nie wiadomo jak to pogodzić. Na początku kariery nie wiadomo jak się dostać do tych, którzy rozdają karty i w drodze na szczyt nie można stracić siebie. To ciężka praca i wybory. Czasem trzeba zrealizować projekt, który nie do końca jest nam bliski. Ale trzeba pracować mimo wszystko. Mówię tak chyba, bo pochodzę ze Śląska a tam kult pracy jest silny. Wiedziałam od zawsze, że muszę się czymś zajmować, co mnie rozwinie w jakimś kierunku, nawet najprostszą czynnością.

Kolejna rzecz to poczucie bycia kochanym. Istotne jest, aby mieć wokół siebie ludzi, którzy nas kochają i my możemy ich kochać. Nawet jak się osiągnie niewiadomo jakie szczyty, to w samotności trudno jest przeżywać sukces.

Dziś rozmawiałam z Markiem, że bardzo dużo samobójstw popełnia się w Polsce, codziennie 15 osób odbiera sobie życie. Wstrząsnęło mną to. Uważam, że sukcesem w życiu jest nauczyć się żyć mimo różnych problemów, nieszczęść, porażek, które nas spotykają. Wiele osób się poddaje i co ciekawe więcej mężczyzn, ale i młodych ludzi popełnia samobójstwa. O tym się nie mówi, bo trzeba się uśmiechać, epatować dobrą energią. Nie poruszamy smutnych tematów, co rozumiem, bo ludzie lgną do sytuacji miłych, ciepłych, pragną szczęścia i spokoju. Warto jednak rozmawiać o naszych problemach. Mało jest okazów wśród nastolatek, jak moja córka, która akceptuje siebie, swoje ciało, urodę, nie mająca kompleksów. Już nie wspominając o depresji, na którą młodzież coraz częściej choruje. Dlatego rodzice powinni wzmacniać swoje dzieci, dawać im bazę miłości i akceptacji, tłumaczyć że ten świat, który widzimy na instagramie, te wszystkie lajki to jest fikcja i kreacja. Młodym ludziom brakuje do tego dystansu. Rozmawiam o tym z Tosią i ona wie, że można coś tu sobie zwęzić, tu poszerzyć i jest się Kim Kardashian. (śmiech) Ale po co to robić?

Aleksandra Popławska: “Byłam skromną, cichą dziewczynką, a zawsze podobała mi się Patti Smith. W czytaniu jej poezji, piosenek dostawałam kopa, by wyjść z tej nieśmiałości i np. zmienić spódniczkę w dniu rozpoczęciu roku szkolnego na coś buntowniczego. To był dla mnie duży akt odwagi.”

aktorka Aleksandra Popławska

 

Czujesz, że masz to, czego potrzebujesz do szczęścia?

W tym momencie tak, ale życie jest tak nieobliczalne, że może w każdej chwili odwrócić się o sto osiemdziesiąt stopni.

Jeśli mam taki piękny moment, że odczuwam tą harmonię, to wiem, że trzeba jak najintensywniej się z tego cieszyć, bo jest to ulotne. Nie martwię się przyszłością i tak chyba trzeba robić. Choć pracuję na to, bo widzę jak wygląda starość w tym kraju. Nie chcę obciążyć mojej córki sobą, dlatego rozkładam swoje siły, by godnie żyć będąc na emeryturze. Brakuje w ogóle docenienia starszych osób i okazania im szacunku. Bardzo lubię staruszków, podziwiam smutek w ich oczach. Oczywiście młodość jest piękna, ale i beztroska. Oglądam chętnie staruszków na fotografiach, bo są niesamowici, mają bagaż ze sobą, są na granicy dwóch światów.

Czy wchodząc w role bohaterek, które grasz czujesz dodatkowo ich bagaż emocjonalny? Wpływa to na to jaką się stajesz kobietą?

Jest to trochę praca psychologa. Zawsze obdarzam postać swoją osobowością i ta postać oddaje coś mi. Wyobrażam sobie siebie w danej sytuacji, co by było gdybym to ja była na przykład policjantką, zastanawiam się jakby wyglądało moje życie, co się na to składa, jakiego typu zagrożenia przynosi mi mój zawód. Obieramy sobie drogi w życiu i o mały włos moglibyśmy pójść gdzieś indziej niż jesteśmy teraz. Dużo rzeczy się złożyło na to, że jestem aktorką i mogłam na przykład zostać nauczycielką, czy robić coś zupełnie innego. Wszystkim się kojarzy aktorstwo z czerwonym dywanem, fleszami i przyjemnościami, a z drugiej strony to ciężka praca w trudnych warunkach. Już parę razy myślałam o tym, że to mój ostatni dzień zdjęciowy, bo zginę. (śmiech) Kiedyś wsiadłam po raz pierwszy na skuter wodny, fale były dzikie, a reżyser kazał mi jechać bardzo szybko prosto na kamerę i w ostatniej chwili skręcić. W tej chwili to ja już się przeżegnałam. (śmiech) Mamy oczywiście często jakieś zabezpieczenia, ale wiele rzeczy robimy na dziko. Było kilka takich sytuacji, że robiłam to co trzeba, bo czułam odpowiedzialność za nagranie, ale nie byłam do tego w stu procentach przekonana. (śmiech) Jest to nie tak niebezpieczne jednak niż praca policjanta czy lekarza, który codziennie jest odpowiedzialny za czyjeś życie. Zresztą w tym zawodzie trzeba zbudować sobie pewne mechanizmy obronne. Człowiek adaptuje się do sytuacji, w której się znalazł.

Musisz żyć w świetle reflektorów. Co prawda Polska, to nie Hollywood, ale mamy tu swoje serwisy plotkarskie, papparazzi. Czujesz, że jesteś nieustannie na celowniku?

Paparazzi mają teraz utrudnione zadanie, bo w dobie instagrama gwiazdy mogą same publikować kulisy swojego życia. Są jednak wciąż całe biura hejterskie, których celem jest oczernienie kogoś albo wyciągnięcie czegoś niepoprawnego. Żyjemy w czasach zakłamania. Żyję daleko od kolorowej prasy typu Fakt, nie mieszkam w centrum, na niczym mnie nie można przyłapać, więc nie boję się tego. Wiele celebrytów prowokuje sytuacje, w których staną na świeczniku, a ja staram się świadczyć o sobie swoją pracą i chcę aby to o tym mówiono, a nie o moim życiu prywatnym. Choć wrzucam czasem zdjęcie z rodziną do internetu. Swoją drogą chyba pierwszy raz udało się przyłapać nas wszystkich we trójkę, bo Marek unika zdjęć, Tosia też nie cyka sobie dużo fotek. Jest jedną z nielicznych osób, która jak idzie na koncert to słucha, a nie robi relacji z tego.

Aleksandra Popławska: “Wiele celebrytów prowokuje sytuacje, w których staną na świeczniku, a ja staram się świadczyć o sobie swoją pracą i chcę aby to o tym mówiono, a nie o moim życiu prywatnym.”

aktorka Aleksandra Popławska

Dajesz córce piękny wzór do naśladowania.

Wiesz, staramy się ją moderować i tak wychowywać, bo mamy ją jedną. W rodzinach wielodzietnych nie ma czasu, aby każdemu poświęcić tyle uwagi. Spotkałam się kiedyś z człowiekiem, który był osiemnasty w rodzinie. Ledwo starczało na jedzenie, żyli w biedzie. Nie mógł się do mamy dopchać, starsze, silniejsze dzieci się przepychały i nie było mowy, żeby uszczknął chociaż trochę miłości. Ja zaspokoiłam swoje macierzyństwo córką. Modelowo jest 2 + 2 (śmiech), wtedy wszyscy są zadowoleni, ale cieszę się, że dzięki temu próbowałam intensywnie brać udział w procesie wychowania, natomiast co ona z tym zrobi to już są jej decyzje. W pewnym momencie przestajemy odpowiadać za dorosłego człowieka i mieć na niego wpływ. Albo dziecko to zmarnotrawi albo będzie korzystać z tej bazy, jaką mu przekazujemy. Ale ja mogę sobie powiedzieć ze spokojem – „starałam się”.

Pięknie dziękuję za rozmowę, Olu.

Rozmawiała/zdjęcia: Natalia Kontraktewicz

do Góry